NMO odcienk 2 "CHRZEST"


        Bak pełen, więc 550 km w dwie strony nie straszne. Jedziemy. Niepewni co będzie, ale jednocześnie podekscytowani nadchodzącym. Popołudniu, bo brak klimatyzacji w letni dzień utrudniałby jazdę szczeniakowi, przynajmniej tak mówił hodowca.
        Dojechaliśmy na miejsce, wysiadamy z samochodu, wchodzimy na podwórko i dostrzegamy kilka psów. Jednak naszego nie ma wśród tej licznej watahy. Poznajemy hodowcę i siadamy na kanapie w salonie gospodarzy. Rozmowa, rozmowa, rozmowa i wreszcie hodowca idzie po szczeniaka. Przynajmniej tak myślałem, bo to co zobaczyłem mało przypominało psa! Raczej niedźwiedzia - brunatnego, może Grizzli. Dość nieobecny wzrok, jakby otumaniona, żeby przyszli właściciele nie zorientowali się, że to wulkan nieskończonej energii.

        Po wszystkich formalnościach wsiadamy do samochodu. Już nie ma odwrotu na 10, 12 a może nawet 15 lat (oby)!!! Wracamy do domu! Dziewczyny na tylnej kanapie. 3 godziny drogi = 2 godziny pisku + 1 godzina snu. Dotarliśmy do mieszkania. W tym momencie uświadomiłem sobie, że dzisiaj się nie wyśpię. Ani dzisiaj, ani jutro, ani przez najbliższy miesiąc. Chyba że lubicie wstawać o 5 rano na sika z psem. Jak macie pecha to wcześniej. Ewentualnie, jak macie szczęście to ... Nie, w tej sytuacji nie ma szczęścia! Wtedy szczęście to pojęcie odległe. Może nie tyle szczęście co szczęśliwy długi sen. Myślę, że trochę jak z dzieckiem, przynajmniej tak mi się wydaje.

        Co by nie mówić: Jakiej ważnej funkcji byście nie pełnili w pracy, jak trudnych decyzji nie podejmowali, to i tak najważniejszą decyzją dnia jest wybór pomiędzy PAPIEREM, KAMIENIEM, a NOŻYCAMI w grze w marynarza o to kto następnego dnia o 5 rano wychodzi wychodzi z psem na spacer. Tym bardziej, że od chwili przebudzenia się, ubraniem czegokolwiek co jest pod ręką, a momentem wyjścia z klatki schodowej nie może minąć więcej niż 3 min, bo cały trud pójdzie na marne, a szczeniak zsika się na podłogę. Albo z radości, albo dlatego, że po prostu już nie wytrzymał. Co prawda nie musisz wychodzić na dwór (a zimą może to być kusząca opcja), za to trzeba posprzątać. Zależy też co chcesz osiągnąć? Czy to żeby pies lał ciągle w domu po kątach, czy szybko ogarnąć sikanie tylko na dworze i mieć już z tym spokój? Ale jakby się wcześnie nie wstawało to zabawa ze szczeniakiem jest przednia. (Prawie tak fajna jak z dziewczyną)
        Kolejnym wyzwaniem było sprzątanie po maluchu. Czy to na spacerze, czy też w domu. Spacery jakby z obowiązku ogarnąłem. Bo trzeba, bo wypada. Ale bez przesady! Jak pupil się zesra (mozesz zamienić na załatwi) w jakimś nieuczęszczanym miejscu to nikt mi nie powie, że zawsze sprząta (Oczywiście sprzątajcie zawsze), ale w domu jak byliśmy oboje to raczej nie pchałem się do tego, żeby posprzątać. Tym bardziej jak psu stanęło coś na żołądku i zwrócił śniadanie, obiad, albo kolację. Do czasu!

        Po jakiś 3 tygodniach wspólnego zajmowania się zwierzakiem nadszedł czas na samodzielną opiekę nad nim. Zostałem poinstruowany co i jak, więc krzyż na drogę, miłego weekendu i o nas się nie martw (o mnie i o psa). No i zostaliśmy sami! Ja, pies i 2 dni spokoju. Jak się miało okazać, tylko pozornego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz