NMO odcinek 3 "CHRZEST cz 2"


"Facet sam w domu". Może nie taki sam, bo z psem, a to wróży jeszcze większe kłopoty....       

Dzień 1: Myślę sobie OK - Pojadę do parku, zmęczę psa i będę miał popołudniu spokój. Więc pakuję smaczki, wodę i w drogę. Piecho po raz pierwszy poszedł na siedzenie pasażera, co było powodem jego zainteresowania otoczeniem. Po chwili się uspokoił i można było skupić się na drodze i regularnym dawaniu orzeszków maluchowi. A propos! Wiecie co się dzieje jak wpadnie wam smakołyk pod siedzenie? Przebija się opona. Tzn. nie dokładnie od samego upuszczenia smakołyka pęka. Trzeba np. najechać na krawężnik z dużą prędkością, albo zrobić coś podobnego. Ale rada jest taka: Spadnie wam smakołyk? Nie szukajcie! Zostawcie go. Dajcie mu żyć orzeszkowym życiem. NIech żyje pełnią życia pomiędzy siedzeniem, a skrzynią biegów. Zasłużył sobie na to. Przynajmniej do pierwszego sprzątania samochodu.

        No właśnie, więc tyle sobie pospacerowaliśmy. Wysiadłem, popatrzyłem. Prawy przód - flak. No nie pojedziemy, ale mam w bagażniku zapasówkę, dużo czasu, więc wymienię i jakoś dojedziemy do parku i z powrotem. Wyciągnąłem trójkąt, ustawiłem za autem i wracając w jego kierunku zauważyłem tylną prawą oponę w podobnym stanie co przednią. Dwóch zapasówek nie miałem. Zostało tylko zadzwonić po lawetę i w spokoju poczekać. Laweta - mechanik - dom. Nareszcie w domu - Spokój ... 

        Właśnie ten pozorny, bo pies niewybiegany, przecież nic nie obchodzi psa, że laweta przyjechała. (Nie dziwię mu się) Więc co? Buty na nogi, smakołyki uzupełnić i na spacer.
        Wieczór dnia pierwszego minął spokojnie. Kolacja, wieczorny spacer, budzik na 5:00 i spać. Spało się dobrze. Całe łóżko dla mnie, nikt nie kradnie kołdry. SUPER! Pobudka o 5:00. Ciemno, ale trzeba na dwór. Szybko do toalety przemyć twarz, wychodzę z łazienki i dostrzegam kolację psa. Na podłodze. (Mój najgorszy koszmar) Ok, muszę to jakoś posprzątać. Będę sam jeszcze jakieś 24 godz. Nie mogę tego zostawić. Jeszcze w takim miejscu, że ciężko by było omijać cały dzień. Sprzątnąłem! Poszedłem do salonu i zobaczyłem chyba wszystko co psiak jadł przez ostatni miesiąc! Nie wiedziałem, że tyle może zwrócić jeden pies i przy tym przeżyć. Więc pół godziny sprzątania od 5:00 rano było kolejnym etapem chrztu.

        Całe szczęście reszta dnia minęła bez problemów, a ja wrzeszcie mogłem sie nacieszyć spokojem i zabawą z maluchem. Szczeniak też był nad wyraz żywotny jak na to, że kilka godzin wcześniej zwrócił wszystko co mógł. Tak minął pierwszy samotny weekend z psem. Panowie, zastanówcie się 2 razy zanim pozwolicie swojej kobiecie wyjechać nawet na dwa dni. To może skończyć się tragedią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz