Po godzinach: Jeden pies- wielu treserów.


O owczarkach australijskich mówi się, że są to psy jednego właściciela. Od samego początku nasz pastuszek miał trudniejsze zadanie ponieważ miał być psem dwójki właścicieli. Co nam z tego wyszło?

Nuśka jest psem bardzo radosnym, kochającym ludzi i często nie potrafiącym zapanować nad swoimi emocjami (co często przypada w pakiecie australijczykowi).  Ze mną jest bardziej niestabilna, rozgadana, jednak nadal posłuszna, dużo lepiej pracuje ze mną (być może to kwestia czasu na to poświęconego). Przy moim partnerze jest spokojniejsza, bardziej karna, zrównoważona. Na pewno to zasługa jego charakteru oraz jasnych sygnałów jakie daje psu. Nasze przeciwieństwa (podobno sie przyciągają)  wymagają od psa dużej elastyczności. Jak jesteśmy razem mamy psa idealnego.

Głównym tematem jaki chciałabym poruszyć to ingerencja rodziny w wychowanie psa.
Przez pierwsze dwa lata posiadania psa mieszkaliśmy z dala od rodziny więc wychowanie psa szło tak jak sobie to wymarzyliśmy. "Wyszedł" nam pies grzeczny w domu, nie zaglądający do talerza, dostający smakołyki za coś (nawet najprostszą sztuczkę, nie było smaczków 'za nic'), posłuszny na spacerze, idący zawsze chodnikiem i nie wbiegający na ulicę, posłuszny w lesie i na plaży. Zasady, jakie sobie założyliśmy na samym początku- pies nie śpi w łóżku, nie dostaje jedzenia z talerza, ma mieć swoje miesjce i być TYLKO psem (o czym mam zamiar także niedługo napisać) udało nam sie wykonać w 100%. Ale wracając do tematu nie nas, a wielu...
Przed każdą imprezą rodzinną, spotkaniem z 'nową' dla psa osobą, prosimy o niekarmienie, nie zwracanie uwagi na jego obecność pod stołem (pod którym zazwyczaj śpi) i przede wszystkim psa mamy na oku, aby uniknąć niemiłych sytuacji. I nerwowych, a myślę, że każdemu kto włożył ogrom pracy w psa to się kiedyś zdarzyło.

Jeśli pies zostaje u naszych rodziców czy dziadków (co zdarzyło się raz. i więcej raczej się nie powtórzy) to pod przykazem, że każdy smakołyk czy gryzak musi być dawany za coś. Zwykłego susła czy przybicie piątki. Nie ma nic za darmo. Pies wychodzi z domu ostatni, ostatni też do niego wchodzi. To samo dotyczy wychodzenia przez furtkę.
Sztuczki (bo przecież na każdej imprezie trzeba się tym pochwalić "Karola pokaż jak Nuta skacze Ci po plecach!" nawet jak jestem w sukience/ jasnej koszuli/ ładnej bluzce) robimy tylko te, które pies potrafi, a jeśli robi to obca osoba, bo pozwalamy na to, ważne jest podkreślenie, że komendę mówimy tylko raz i pozwalamy na te sztuczki, które pies potrafi na 100%, aby ich nie spalić (popisówa "pif-paf" na która wszystkie dzieci kładą się na podłodze razem z psem... ze śmiechu!)

Mimo przestrzegania tych zasad coś nam poszło nie tak...

Jak popsuć takiego psa? 
Wrócić do domu.
O ile nasi rodzice naszych zasad przestrzegają i je szanują, o tyle babcia uważająca psa za wiecznie głodnego może być problemem. Bo pies raz pozostawiony babci na 3 dni ufa jej bezgranicznie więc jeśli babcia daje mu kość to ja zje. Jak daje mu kopytka to pies je zje. W sumie to nie wiem co jeszcze zjadł i w jakiej częstotliwości- wiem, że jej bieg pod dom babci oznacza, że jadła dużo i często. Tęskny wzrok na lodówkę, moją kanapkę, krojone mięso też na to wskazują...
Pies wybiegający przed Tobą na ulicę bo przecież chce tak szybko być po drugiej stronie bo tam zawsze jest tak fajnie... Też niestety nam to przyszło...


Jak psa naprawić lub nie dopuścić do popsucia? Na to nie mamy jeszcze sprawdzonej recepty bo ciągle nad tym pracujemy, zrobione mamy jakieś.... 85%. Bo o ile nad psem mamy jako taką kontrolę, babci niestety już nie zmienimy.

1. Przede wszystkim musimy być bardzo konsekwentni. Tacy jesteśmy i chcemy nadal być. Konsekwentnie 'odganiamy' psa od żebrzącej miny, nie pozwalamy przebywać w kuchni w trakcie robienia obiadu czy nawet wypakowywania zakupów. Obowiązująca zasada- 'to co jest u nas na talerzu- nie jest dla psa' jest zasadą święta! I nie mówię tu o przekąskach w formie suchego chleba, parówki, żółtego sera czy kawałka mięsa. Pies je z 'osobnej' kupki, nie z naszego talerza.
2. Pies wychodzi także na dwór za nami, do domu wchodzi także ostatni. Nie ma wyprzedzania, pchania nochala między nogami- tu zdarzyła się sytuacja wybiegnięcia psa na ulicę, po tym jak raz wyszedł z kimś kto nie znał zasad (a jak nie wiedziałąm ,ze pies wyszedł...)... ulice mało ruchliwą, ale dla mnie pies jest "dead!". Pewnie zastanawiacie się co zrobiłam w takiej sytuacji.. w takiej sytuacji zareagowałam bardzo gwałtownie, dosłownie łapiąc psa za fraki i mówiąc mu, co i jak bardzo źle zrobił. Kolejne kroki to chwalenie powolnego, grzecznego, posłusznego wychodzenia za bramkę. A wystarczył raz...
3. Jeśli decydujecie się na pozwalanie sztuczkowania z inną osobą to tylko w pod warunkiem jednorazowych komend. U nas z tym problemu większego nie było, jednak warto w dość stanowczy sposób zakomunikować 'sztuczkującemu' czym to grozi.
4. Pamiętajcie, że nie możecie ograniczać wolności psa. Zamiast wielu zakazów, dużo lepiej jest podnieść jego zaufanie do nas, zbudować więź dzięki, której pies będzie wiedział co jest dobre, za co dostanie chociaż słowną pochwałę.
5. My już nie dopuszczamy do sytuacji, gdzie jest jest sam-na-sam z osobami, które mogą naszych zasad nie przestrzegać.
6. Naprawiamy to co popsuło się dosłownie w TRZY DNI... konsekwentnie, od 3 miesięcy.


Post napisałam w grudniu. Nie opublikowałam go, ze względu na.. może wstyd, że popusł mi sie mój idealny piesiek? Może niechęć do mieszania się prywaty Niuchacza?Ale jednak go publikuję. Być może i Wy macie podobne problemy, mieszkając z rodzicami czy innymi osobami, które nie potrafią zrozumieć, że posłuszny pies to masa pracy i wspólnie budowanego, przez wiele miesięcy zaufania...

Jak jest u nas teraz? Jest świetnie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz