Po godzinach: psi detoks

Ostatnio było o przyzwyczajeniach psa, a jak to jest z naszym przyzywczajeniem do życia z psem? O wspólnych aktywnościach, codziennej rutynie, pustych przebiegach i... detoksie!

Miałam psi detoks. Nie pierwszy, nie ostatni. Ale ten jakoś szczególnie odczułam, a może bardziej zdałam sobie sprawę jak bardzo pies zmienił moje życie, a raczej jego tryb.
Mam ogromne szczęście, że mogę z czystym sumieniem zostawić psa rodzicom i nie martwić się, że pies nie będzie wybiegany, że będzie przekarmiony czy po moim powrocie wszystkie zasady będą łamane. Nieraz zostawiam psa na 1 dzień, nieraz zostaje z rodzicami parę dni jak lecę do przyszłego, w grudniu mogłam spokojnie zostawić psa na dobre 2 tygodnie lecąc w podróż życia do RPA. Mimo, że jakaś tęsknota zawsze się pojawiała, co 2-3 dni smsy czy wszystko jest ok to nigdy jakoś nie zwracałam uwagi na to jak posiadanie psa zmieniło moje rutyny, mój dzień- a co tu dużo nie mówić- także życie.

Pojechałam na tydzień do Kolonii gdzie obecnie mieszka mój partner. Nie pierwszy raz tam byłam, nie pierwszy raz na 7 dni. Ale ten pierwszy raz miałam dziwne uczucie, że tak bardzo czegoś potrzebuję.
Nie myślcie, że nie mogłam się doczekać aż wrócę do domu- aż tak nie zwariowałam, żeby bardziej tęsknić za psem niż przyszłym mężem. To, że idealnie jest jak jesteśmy we troje chyba nie muszę mówić, we dwoje też jest świetnie, ale człowiek zamyka się wtedy w czterech ścianach, często także na ludzi. I te cztery ściany, które nigdy mi aż tak nie przeszkadzały
Nie bez powodu mówi się, że osoba zamknięta w sobie, cicha i nieśmiała powinna kupić sobie psa. Pies to wyjście na spacer, do ludzi, rozmowa z innymi właścicielami. Ja dzięki Nuśce zawiązałam cudowne znajomości- na moim Facebooku jest już więcej psich znajomych niż tych 'niepsich' czy ze szkół. Ha- i wcale nie jest mi z tym źle! Wiecie, że psi znajomi też zapraszają się na wesela? Rozmawiają o jedzeniu/ piciu/ chodza na imprezy/ gadają o facetach i seksie a nawet CHODZĄ NA ZAKUPY! Ej dobra podałam to co robią moje psie kumpelki, ale wracając co tematu...

Nie wiem czy tez miewacie takie uczucie, że pies z jednej strony odsuwa nas od ludzi (tych, którzy zwierząt nie lubią/ 'rzucić frisbee psu to ja też potrafię'/ u Ciebie na fejsie tylko pies- a u Ciebie tylko imprezy, brawo!), a z drugiej strony w jakiś sposób nas do nich przybliża. Szczerze powiem Wam, że nigdy nie myślałam nad tym, że posiadanie psa to taka wielka przyjemność. No i pojechałam Ci/Wam ja na tą obcą ziemię bez stresu o psa, bez myślenia. No ale tak jakoś po 4 dniach zaczęło mi brakować. Nie samego psa, a tego co z psem robię. Spaceru- zwykłego spaceru. Wyjścia z domu, tego powodu, dla którego warto z niego wyjść. Nie pojechać samochodem, tylko wyjść. Zorganizować sobie czas- dostosować swój czas pod potrzeby psa... Nie myślcie teraz, że cały swój dzień układam pod psa. Tak też nie zwariowałam, ale lubię taką przerwę od najmniejszych obowiązków, taką, którą muszę zrobić...

Poszliśmy na spacer.
Tak żałuję, że nie zrobiłam zdjęć parku, zaraz przy stadionie FC Koln. Ogromny, chyba na 3 pełnowymiarowe boiska płaski, zielony teren. Ogólnodostępny. Ogólnodostępny dla dzieci i drużyn grających w piłkę i tak samo dostępny dla psów. W Kolonii wiele jest takich terenów, aż mi się oczy zaświeciły na myśl o treningu frisbee tam, bez konieczności szukania miejsca bez dziur albo z koniecznością ograniczania się w terenie. A przede wszystkim bez obawy o to, że z psem mnie ktoś wygoni. W Niemczech obowiązuje zasada - cieszymy się, ze jesteś z psem w parku, ale po nim POSPRZĄTAJ- 100 % skuteczności...
Poszliśmy na spacer po ogromnym parku, we dwoje, mimo zimna- było przyjemnie. Taki zwykły spacer we dwoje. Taki też jest czasem dobry, bez psa, bez wołania, bez zapinania na smycz. Można swobodnie porozmawiać, usiąść na ławce.
Mimo, że na tym spacerze nie brakowało mi psa, to zazwyczaj takie wyjścia uznaję za bezproduktywne. Nawet po drinku odprowadzając przyjaciółkę do domu biorę psa. Bo jak to tak... jak mawiał mój szef z pierwszej poważniejszej pracy "nie robimy pustych przebiegów!" 
Staram się chodzić z psem często i wszędzie. Dlaczego? Po 2-letnim życiu w mieście i przeprowadzce na wieś, pies mi trochę zdziczał. Biore na imienimy do babci (mój 5letni kuzyn po wparowaniu Nuty do salonu gdzie siedział, a jeszcze mnie nie widział od razu zawołał "Karolinaaaa!") na spacer ze znajomymi, na bieganie. Ale też często robię sobie.... detoks! I mi i psu. Dobrze jest od siebie odpocząć- tak jak dobrze robi to parom, tak samo w relacjach ludzko- psich uważam, że przerwy są bardzo istotne.

Psa zaczęło brakować mi po 4 dniach. Nieświadomie zaczęłam odczuwać brak spacerów, wyjść na piłeczkę, zabawy. Zaczęłam czuć się jak osoba uzależniona (całe szczęście posiadam tylko to uzależnienie), która nie może- a musi. Przecież rano muszę wyjść na spacer. Albo chociaż tak koło południa. Przed obiadem, po obiedzie- muszę iść z psem! Paranoja!
Mimo, że wiedziałam , że psu nic nie jest i ma zapewniony ruch i dobrą opiekę- no ja musiałam wyjść z psem na spacer! Tak iść ,wiecie- spuścić psa ze smyczy, a w głowie robić jeden wielki R-E-S-E-T!

Wstałam o 7, po pysznym śniadaniu o 9 byłam w centrum Kolonii. Jeszcze tylko podróż koleją na lotnisko, lot. O 13 byłam w Gdańsku, o 14 w domu. Wypiłam małą kawę, zjadłam szybki obiad i... poszłam z psem na spacer. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz