Ready, steady, go! Sezon frisbee 2016


Nasz sezon startów w zawodach dogfrisbee zakończony. Przeczytaj co się u nas sportowo działo w 2016 roku.


Dog Games Spring 2016
Pojechałyśmy zrobić małą "zawodową" rozgrzewkę przed występami freestyle'owymi nie nastawiając się na żadne wyniki, bo i konkurencje były trochę nie "nasze".
DogDartbee bardzo lubię jednak zupełnie nam ono wspólnie nie wychodzi, dlatego rekreacyjnie zajęłyśmy 15/44 miejsce w Dog Dartbee Classic oraz 5 w Dog Dartbee Play-Off dywizja 2.
TimeTrial wspominając nieudany występ rok temu podczas finałów DCDC w Warszawie też było po to, żeby rozgrzać psi umysł do atmosfery zawodów i emocji jakie towarzyszą Nutelli podczas startu. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu - po pierwszej rundzie byłyśmy na 5 miejscu z czasem 18:88 (co jak na niezbyt zwrotnego aussika to super czas, pękałam z dumy!). W przebiegach równoległych nie zaszłyśmy wysoko, przegrywając z super szybkimi psami, jednak robiąc wszystkie czyste, 2 rzutowe rudny. Brawo Niuch!
Z zawodów nie wróciłyśmy z pustymi rękami! Nutka wybiegała 3 miejsce w dywizji A2 SpeedWay. Ciekawostką było wystartowanie we Frizgility [KLIK do wpisu], w którym zajęłyśmy miejsce 17/30.

Latające Psy Poznań 2016 
Pierwsze w sezonie freestylowe zawody w nowej formule UpDog! Cieszyłam się na nie niesamowicie, ze względu na nowy regulamin, nowe oceny i wreszcie ułożony, "startersowy" schludny freestyle. Oprócz startu na levelu 1, postanowiłam sprawdzić swoje siły w Far Out i ThrowNGo (z którego zrezygnowałam). Z sobotniego freestlu schodziłam PRZEZADOWOLONA! Punkty poleciały nam nieco na skuteczności (niestety nie mam filmiku, nawet nie pamiętam czego pies nie złapał) ale piękne oceny:
Dog: 27,5
Human: 23,5 (pochwała od Kat Fahle za super zig-zag!)
Team: 24,5
(super komunikacja i kształty!)
i jeden chwyt w strefie Sweet Spot dały nam po pierwszym dniu prowadzenie! Wooho! Byłam na takiej fali, że wiedziałam, że tego miejsca już nie oddam. Za nic!
Wieczorem wystartowałyśmy też w FarOut, w którym zajęłyśmy 6/16 miejsce (gdyby brązowy nos złapał 3/4 a nie 2/4 dyski, byłoby pewnie podium)

           
Niedzielną rundę efektu zaczęłyśmy... efektownie - dziewczyny z namiotu zawodników (w Poznaniu była w tym roku cudowna atmosfera!) posadziły mnie i Nutkę na krzesełkach przed sędziami, założyły okulary na nos i.... jedziemy! Oglądając film widzę, że straciłyśmy na tym dobre 20 sekund (!), ale chyba się opłacało bo do domu wróciłyśmy z 1 miejscem  kategorii freestyle level 1! Nie muszę chyba opisywać tej radości, która towarzyszyła mi przy odbieraniu pięknej statuetki, ani uczucia, że wreszcie nasza praca (czy mówiłam Wam, że biorąc psa z hodowli nie wiedzieliśmy co to agility, a frisbee było banalnym rzucaniem psu talerzyka? :) ) przyniosła taki piękny efekt!

fot. Tomasz Mońko, www.k9action.eu
fot. Cho na foty
Latające Psy Sopot 2016 
Po fali na jakiej byłam po Poznaniu i chęci wykręcenia jeszcze lepszego free, zupełnie nie mogłam się zgrać z psem. Nawet najprostsze sekwencje zupełnie nam nie wychodziły, totalne niezrozumienie wkradło się w naszą wspólną pracę, przez co praktycznie miesiąc nie robiłyśmy z frisbee nic. Wyszło nam to na dobre, bo po przerwie nowe sekwencje wchodziły gładko, a stare były jeszcze lepsze!
Teraz już też nie było przelewek - startowałam na levelu 2 i sędziowałam level 1! Sędziowanie było dla mnie najbardziej stresujące. Oceniałam Team drużyn, z którymi jeszcze w Poznaniu walczyłam o podium!

Przyznam szczerze, że bardzo cieszyłam się ze startu w "Openach" - wyszłam na pole bez żadnego stresu grając tylko o jak najlepszy wynik dla nas. Dla naszej drużyny. I tak z lepszą niż w Poznaniu łapalnością (8p) uzyskałyśmy:
Dog: 23 (wreszcie śliczne flipy zostały docenione!)
Human: 22 (ślicznie, znowu tylko backhandy zawładnęły moją głową!)
Team: 23,5 (znów pochwała za komunikację )
Ogólnie byłam bardzo zadowolona, czułam, że poszło nam dobrze i nie odstajemy aż tak bardzo od doświadczonego towarzystwa. Wyniki? 8 miejsce po pierwszej rundzie to było dużo więcej niż się spodziewałam! Byłam z nas naprawdę dumna, plan na niedzielę? Utrzymać miejsce i tak się też stało! Z występu do Twist Again otrzymałyśmy 9.25, 9, 7.25, 8 i 8 punktów i mogłyśmy być z siebie dumne! Nagranie, ponownie tylko z drugiego występu, nagrała cudownie Agata Łapińska!
           
W sobotę wystartowałyśmy ponownie w FarOut. Ostatni trening rzutów dystansowych miałam w Poznaniu na zawodach, jednak chyba nam to służy ponieważ skończyłyśmy na 4/23 miejscu z wynikiem 145,5 punktów i 3 chwytami. Jak pokazał start w Poznaniu i Sopocie, Nutka ma problem ze złapaniem pierwszego dysku, który goni i w ostatniej fazie gubi z widoku (rozglądając się po widowni, wesołek jeden heheszki) więc wprowadzamy to powoli do naszych treningów, aby w przyszłym sezonie poszło nam choć troszkę lepiej :)

W niedzielę zgłosiłam się do ThrowNGo na levelu 2. Miałyśmy tylko 60 sekund i zadanie nazbierać jak najwięcej punktów się da! Dzięki temu, że w UpDog'u sędziuje się na korzyść psa, nawet 1 łapka w dalszej strefie daje nam wyższy wynik. Moje rzuty na pogranicze 3/4 strefy, ładna łapalność Nutki i doskonałe tego dnia zgranie naszego teamu dały nam .... 3 miejsce i podium z Asią Korbal i Anią Radomską! To bardzo dużo dla mnie znaczy, cudowne uczucie! Ale lepsze miało jeszcze nadejść! Dla top 10 z ThrowNGo level 2, rozgrywane są dodatkowe rundy o tytuł Master of ThrowNGo. Miałam w nim nie startować, żeby pies mógł odpocząć przed zaczynającym się dzień później obozem w Annówce. Wystartowałam, wygrałam tytuł Master i ustanowiłam najwyższy jak do tej pory wynik w kategorii. To nie potrzebuje żadnego komentarza.
Do dziś wspominając tą rundę, po bardzo ciężkim prywatnie dla mnie okresie, czuję tą radość, która nam wtedy towarzyszyła (i komentarz mojego męża, który własnie poszedł po obiad i po drodze dostał info o tym, że chyba coś wygrałyśmy "Co ty zrobiłaś?!"). Statuetka Master of ThrowNGo będzie chyba moją ulubiona już zawsze!
To były zdecydowanie najlepsze zawody w jakich uczestniczyłyśmy!

fot. Tomasz Mońko, www.k9action.eu

Latające Psy Warszawa 2016
Kolejny start w openach pokrzyżował mi... mąż. Wyraził chęć wystąpienia z Nutką we freestylu, nie mogłam powiedzieć nie :) Po obozie w Annówce mieli cały... miesiąc na przygotowanie się do startu, wcześniej bardzo mało ze sobą pracowali i jeśli nawet - były to pojedyncze rzuty czy figury. Ja miałam startować z Nutką w ThrowNGo na levelu 2 oraz nowej konkurencji - TimeWarp. Niestety, i to nam nie było dane bo po spacerze w poniedziałek pies wrócił z rozciętą opuszką. Ratowałam jak mogłam, pies wcale nie kulał, w piątek rana była zagojona więc było zielone świtło do startu, jednak po pierwszej rundzie freestylu (z opatrunkiem by ciocia Gosia, dzięki!) rana się otworzyła. Nie będę oceniać freestylu mojej ulubionej i najlepszej na całym świecie pary Michał i Nutella, jednak wspomnę, że po pierwszej rundzie byli na miejscu... 2 :) W niedzielę wspólnie podjęliśmy decyzję o rezygnacji ze startu w drugiej rundzie. Dlaczego? Pies, nie maszyna. Pomimo, że Nuta na pewno by sobie świetnie poradziła nawet z ranką na łapie, nie chcieliśmy jej przeciążać i powodować możliwego bólu. Choć podium było na wyciągnięcie ręki i choć decyzja ta kosztowała nas wiele emocji, nie jest to warte narażania psa na kontuzję czy dyskomfort. Za rok zmiotą razem system! Pozytywnym aspektem zawodów (oprócz mojego debiutu w roli sędziego na levelu 2!) jest cudowny komentarz Apryl Lea na temat Nutelli : "Love this dog!"

fot. Magda Cholewnicka
Mistrzostwa Europy Dogfrisbee 2016 
Po powrocie z Warszawy miałam tylko 4 dni na wyleczenie do końca łapy psa. Udało się bez problemu bo rana zagoiła się doskonale i już w środę pies wyszedł na normalny spacer.
Startowałam z Nutella we freestylu w kategorii Division II ("Starters") oraz Quadruped (finalnie, moim pieskiem startowym była Lychee). W piątek rozpoczęłyśmy start rundą tossa do freestyla. Pamiętajcie, przy najmniejszej nawet kontuzji musimy wyleczyć nie tylko psią łapę, ale też psi umysł. Z pola po tossie schodziłam ze łzami w oczach. 9 punktów, to chyba najniższy nasz wynik jak dotąd. Nuta szczekała na dysk, nie śledziła go, była bardzo podniecona startem, wolno wracała, była na zupełnie innej orbicie. Nie mogłam wyczuć dysku, ledwo zrobiłam 6 rzutów (zazwyczaj było to 6 z zapasem) z czego tylko 3 zakończone chwytem i to zaledwie w trzeciej strefie. Przed rundą freestyla to niezbyt pocieszające i motywujące. Do rana udało mi się złapać nieco lepszy humor za sprawą zajebistej atmosfery zawodów i ludzi. We freestylu startowałyśmy drugie, schodząc nie wiedziałam czy mam ratować siebie czy psa - było tak gorąco. W moim odczuciu poszło nam całkiem dobrze jednak nie czułam zupełnie wspólnej gry z psem. We freestylu zrobiłyśmy trochę nowych elementów, jednak nasz występ oceniam jako średni. Takie też dali nam oceny sędziowie i skończyłyśmy w połowie stawki, na 15 miejscu. 
Nie po taką lokatę jechałam prawie 2 tysiące kilometrów. Byłam mocno zawiedziona, w pierwszej chwili byłam wręcz wściekła i załamana. Teraz uważam to za dobrą lekcję, kubeł zimnej wody wylanej na moją głowę i motywację żeby pracować trochę inaczej, przetrenować nowe rzeczy i doszlifować stare. 
          
Nieszczęsna, przecięta opuszka zaważyła na dwóch dużych, ważnych imprezach. Na ważnych dla nas startach, na zabawie w dobrym towarzystwie i dobrej zabawie z psem. I to musiało kiedyś nastąpić, po cudownych startach i sukcesach, więc cieszę się, że teraz, a nie na wiosnę. Że zawaliły się dwie imprezy, nie cały sezon. 
Mało udana końcówka nie mogła zaważyć na zadowoleniu z całego sezonu startów. Z poznania i spotkania cudownych, uśmiechniętych, tak samo walniętych (i po całym sezonie już chyba biednych) ludzi jak my! Ich świetnych, zmotywowanych psów i oglądania ich wspólnych występów i pracy. Wisienką na torcie całego sezonu są nasze dwie Mistrzynie Europy - Kasia (SPTF) i Asia (Freestyle Open), których koronację, niestety już na telefonie na stacji benzynowej, ze łzami w oczach oglądaliśmy i zdzieraliśmy dla nich gardła! Wróciłam z głową pełną pomysłów co do dalszej pracy nad układem.

Sezon się skończył, a my po krótkiej przerwie na odpoczynek ludzkiego i psiego umysłu wracamy do pracy, przede wszystkim nad nieniszczeniem dysków. Jak tylko do domu wrócimy z całym fastbackiem - opiszę Wam nasze treningi.
Frisbee w dłoń i .... catch! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz