Podsumowanie sezon frisbee (cz 2.)

Fot. Tomasz Mońko 
Druga część podsumowania sezonu frisbee 2017!


Black friday i promocja na frisbee przypomniały mi, że... nie opisałam na blogu drugiej części sezonu frisbee! A musicie widzieć, że nie piszę tego tylko dla Was, ale i dla mnie samej żeby później wracać do takich wpisów. W tym roku jesienią nie mieliśmy długo "doła" po całym sezonie; w sumie przerwa po ostatnich zawodach nie była tak spora i na ile pozwala na to pogoda (bo dzięki lampie halogenowej można trenować i po zmroku!) Michał i Nutką szykują się na przyszły sezon startów.
Łącznie w 2017 rok byliśmy na 6 zawodach, 3 pierwsze opisałam TU , więc ten wpis zaczynam od czwartych zawodów, w Gdyni.

Latające Psy Gdynia 2017 
Uwielbiałam zawody w Sopocie i miałam dużo wątpliwości jak będzie na Kolibkach. A było bardzo fajnie - dużo miejsca na spacery, możliwość wygodnego parkingu i ładne pole do startów. Ze względu na pracę, na zawodach byłam sama i pierwszy raz w tym sezonie robiłam freestyle. Szykowałyśmy się na start około 2 miesiące, a z elementów byłam zadowolona- do momentu startu. Sekwencje jakie ułożyłam, niekoniecznie zostały tak odczytane przez sędziów jakbym chciała, wiatr nie pomógł w zig-zaku, który nie jest moją mocną stroną i po pierwszym free wylądowałyśmy na 3 miejscu od końca (77 punktów). Nie ukrywałam, że byłam i zaskoczona i zła; w końcu nie mogło być AŻ tak źle jak na to jakie oceny dostałyśmy... ale startowałyśmy jeszcze w jednej z moich ulubionych konkurencji - Far Out! Pierwszy raz w kat. długo dystansowej Niucha złapała pierwszy dysk - i to daaaleko więc w takim humorze skończyłyśmy rundę. Trzy złapane dyski na odległości 54,5, 53 i 48 jardów i łącznie 155,5 punktów dały nam... 3 miejsce w kat. FarOut Women! Jeden z najbardziej cieszących mnie pucharków, moje wyczekane podium longowe!

 
fot. Tomasz Mońko
Drugiego dnia startowałam też w ThrowNGo, gdzie zdobyłyśmy 35 punktów i mało brakowało a po raz trzeci byśmy ugryzły tytuł Masters. Zabrakło... pół metra w prawo i gdyby Nuśka złapała dysk w środkowej części pola... ahh były emocje!
Drugi freestyle to było flow, które kocham. Flow, które czuje nie tylko zawodnik, ale i sędziowie i inni zawodnicy. Dostałyśmy super oceny od sędziów (86,6 pkt) i z pola schodziłam naprawdę zadowolona, że kończymy na jakiś czas freestylowanie. Ostatecznie skończyłyśmy zawody na 12 miejscu na 17 zawodników.

        

Latające Psy Warszawa 2017 
Długo wyczekiwana przez nas Warszawa. Przez sezonowy biznes, Michał nie miał dużo czasu na treningi, a jak miał to był tak zmęczony, że mało co dobrego z tego wychodziło. Udało się przetrenować sekwencje, jednak treningów nie było tyle ile potrzebowali; na domiar złego cały weekend padało, a Niucha bardzo nie lubi deszczowej pogody. W sumie tak jak i ja.


fot. Tomasz Mońko
We freestylu startował Michał z Nutką, po pierwszym dniu średnio zadowolony bo niestety stracili sporo na skuteczności zdobyli 82 pkt i byli na 5 miejscu od końca. Ja nie popisałam się na ThrowNGo gdzie koszmarnie rzucałam psu i zdobyłyśmy 19 punktów... jak zwykle była to tylko moja wina bo wiem, że "mogę" i wiem, że mój pies może więcej. Ale szybko narobiłam złe wspomnienia występem z debiutującym Ozzim, który cudownie łapał moje rzuty, wracał jak natchniony i gdyby nie małe rozproszenie pod koniec, bylibyśmy zaraz obok podium! Dzięki niemu, odblokowałam się na starty z innymi psami, rzucało mi się cudownie lekko i zdobyliśmy 40 punktów. 
Drugiego dnia Michał startował z Nutellą w TimeWarp, gdzie pięknie zdobyli 68,53 punktów w 5 rzutach i wylądowali na 10 miejscu. A na freestyle... szykowali coś extra czym zapunktowali u sędziów i przy super skuteczności, fajnym flow i jak zawsze super rzutach Michała, zdobyli rewelacyjne 91,6 pkt!
Zobaczcie sami końcówkę, a Michał to... mistrz drugiego występu :P

          

I to miały być ostatnie zawody w sezonie, aż nagle do głowy wpadły mi..

Dog Games Fall 2017 
Jako, że na wiosnę niekoniecznie będę w stanie jeździć na zawody, stwierdziłam, że muszę się wystartować ile wlezie żeby nie "cierpieć" tak mocno w 2018 roku. Spakowałyśmy się z koleżankami w auto pełne psów i ruszyłyśmy do Kaput.
Pierwszego dnia startowałyśmy w SPTF, zdecydowałam rzucać nowym dyskiem, którym nigdy nie startowałam bo choć wytrzymały, jest bardzo szybki, ale podjęłam ryzyko i... zajęłyśmy 4 miejsce razem z Ewą i Pojkę, a do podium zabrakło nam 0,5 punktu! Ah to liczenie wyskoków! Ale zdobyłyśmy 21 i 23 punkty i co najważniejsze - na koncie miałyśmy nie jedną złapaną "5" (!) co przy niewyskakującej do dystansów Nutce było niezwykłym sukcesem.
Startowałam także w Quadruped, gdzie najdłuższy rzut miałyśmy złapany na odległości.. 55,60 metra! Mój osobisty rekord, a założenie było takie, żeby wreszcie przerzucić 50tkę!

fot. Paw Shots Photography
Drugiego dnia na zawody przyjechał Michał z... popsutym silnikiem. Jak można zachować świeżą głowę jak widzi się wizję wydania paru tysięcy na naprawę auta? Nie da się co bardzo mocno odbiło się na moich startach, szczególnie TnG. Nuta gdy czuje, że mam zły humor, traci głowę i zupełnie ze mną nie współpracuje, wszystko co złe biorąc na siebie. Wyszłam na boisko zła i przybita,pierwszy rzucony dysk za pole i widziałam co się dzieje. Cały powrót Nuta podgryzała dysk, ja nie miałam w sobie siły żeby ją zmotywować i choć trochę pozytywnie podudować przez co każdy rzut był zwalony, Nuta przeskakiwała dyski czego nie robi nigdy (!) zdobyłyśmy 4 punkty. Tak marnego występu nie miałam nigdy a na domiar złego nawrzeszczałam na psa i na Michała po zejściu z pola. Powinnam zrezygnować ze startu po tym pierwszym rzucie i jakbym kiedykolwiek miała startować z psem w takim humorze zrobię to na pewno. To ostatnie miejsce należało nam się za podejście, a co!
Startowałyśmy też w Time Warp lv 2, który też nam nie poszedł choć trenowałam go wielokrotnie oraz w SpaceOut, który był już czystą zabawą. Przed startami wybawiłam psa i odczarowałam już złe emocje (choć do domu wróciliśmy na lawecie :P ).

Pozytywnym aspektem całego wyjazdu, oprócz świetnego towarzystwa i na kwaterze i na zawodach, był start Michała i Nutki w TimeWarp lv1, który... sama sędziowałam. Sędziowałam swojego psa i swojego męża. Nawet nie wiecie jak się stresowałam! Tym, żeby Nuta nie rozproszyła się moją obecnością, żeby dobrze posędziować no i oczywiście żeby im dobrze poszło. Poszło koncertowo i im i mi i....zajęli 2 miejsce! Ale byłam dumna!
Startowałam też z Kiri w TnG i pięknie zdobyłyśmy 50 punktów, a pomysł na wspólny start powstał na pól godziny przed występem. Z TAKIM psem można wszystko, była absolutnie cudowna i mam nadzieję, że Justyna pozwoli mi ją jeszcze choć raz ukraść na zawodach! 

Bilans na koniec sezonu 2017:
1 x 1 miejsce (ThrowNGo2 Poznań)
1 x tytuł ThrowNGo Master (Poznań)
2 x 2 miejsce (Freestyle lv1 Poznań; TimeWarp DG Fall)
1 x 3 miejsce (FarOut Gdynia)
Nie jest źle, mogło być lepiej. W przyszłym roku nieco inaczej będziemy i jeździć na zawody i startować ale i tak ja mam zamiar zaliczyć min 2 wyjazdy na zawody. Uda się? Zobaczymy :)


Jak byście podsumowali swój sportowy sezon 2017? Jakie macie plany na kolejny rok? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz